pb.pl
w schowku Tylko dla zalogowanych czytelników
zaloguj się
lub zarejestruj
dodaj do schowka

Państwo z patentem na innowacyjność

KUP LICENCJĘ
Karol Jedliński
Pin It email print

Unijne dotacje muszą podsycać ogień rozwoju. Pora też, by większe ryzyko podjęli administracja, naukowcy i państwowi giganci

 

Tagi

Rozwój

Patent na innowacje — niemalże świętego Graala każdego ambitnego społeczeństwa w XXI w.? Zebrani w sali notowań Giełdy Papierów Wartościowych (GPW) goście podczas debaty z cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy” wykuwali plan na Polskę 2.0.

Przedstawiciele biznesu i instytucji państwowych dyskutowali nad tym, co zrobić, by polska gospodarka była bardziej innowacyjna. Uznali, że najpierw trzeba zdiagnozować poziom, z którego startujemy. Na to prowadzący debatę Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”, od razu przytoczył niezbyt budujące statystyki.

— Nakłady na badania i rozwój w Polsce są poniżej unijnej średniej. Zmiana tego ma mocne miejsce w planie Morawieckiego, pozostaje jednak pytanie, jak mądrze wydać na to zwiększone fundusze — sformułował problem Grzegorz Nawacki.

Coś ponad cyfry

Jako pierwszy receptę na rozwój za pomocą technologii zgłosił Piotr Dytko, prezes KGHM Cuprum, technologicznej odnogi państwowego miedziowego giganta.

— Innowacyjność musi się ściśle wiązać z pragmatyzmem, nowymi produktami, a nie tylko z ideą samą w sobie. Dotykamy tu sprawy komercjalizacji pracy naukowców i podejścia do dotacji unijnych. Dla mnie sukces w wykorzystaniu funduszy niekoniecznie równa się z ich sumiennym rozliczeniem i poradzeniem sobie z barierami administracyjnymi. Sukces jest wtedy, gdy projekt daje wymierny efekt w gospodarce, prowadzi do czegoś więcej niż pozycji w księgach.

Stąd nadzieje wokół np. planu Morawieckiego — stwierdził Piotr Dytko. Impuls do tego „czegoś więcej” jest — zdaniem Jakuba Karnowskiego, do niedawna prezesa grupy PKP, a teraz prezesa Luma Investment — powinno dać przede wszystkim państwo, ale plan Morawieckiego to tylko wisienka na torcie. Jakub Karnowski, który jest także wykładowcą w Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH, przypomniał ostatnie zestawienie Global Innovation Index, w którym Polska do lidera — Szwajcarii — traci 45 pozycji.

— Warto podpatrywać tych, którym już udało się wejść na tory innowacyjności. Autorzy raportu zwracają uwagę, że specjalne programy wspierające tego typu procesy są potrzebne, jednak podstawą jest zbudowanie otoczenia do funkcjonowania takich inicjatyw. A to między innymi rządy prawa, konkurencyjny rynek, efektywny rynek pracy, klarowne prawo podatkowe, rozwinięta infrastruktura — wyliczał prezes Lumy.

Odcienie taniości

Podstaw innowacyjności jest więcej, stwierdził natomiast Daniel Maksym, dyrektor działu rozwoju i innowacji Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). W czasach olbrzymiej popularności określenia „start-up” olbrzymią rolę do odegrania ma właśnie NCBR, które dysponuje potężnymi pieniędzmi z Unii Europejskiej.

— Start-up to jest coś nowego, ale mającego wypracowany skuteczny model biznesowy — definiował Daniel Maksym. I natychmiast podniósł temperaturę dyskusji, stwierdzając, że krytykowane przez biznes podniesienie płacy minimalnej może mieć dobroczynne skutki.

— Wciąż w Polsce tańsza praca jest silniejszym impulsem rozwojowym niż nowe technologie. Gdy płace wzrosną, kapitał prywatny będzie musiał bardziej zwrócić się ku technologiom jako przewadze konkurencyjnej — stwierdził przedstawiciel NCBR. Marcin Piasecki, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, promował natomiast tezę, że nie tylko pomysł, ale również rozmiar ma znaczenie. Oczywiście rozmiar firm, które stać na inwestycje w innowacje z prawdziwego zdarzenia.

— W Dolinie Krzemowej to właśnie wielkie firmy tworzą klimat dla innowacji, zajmując się projektami wyhodowanymi dzięki państwowemu wsparciu i przejętymi potem przez fundusze typu venture capital. W Polsce grubych ryb absorbujących nowe technologie jest co najmniej kilkakrotnie mniej niż w Europie Zachodniej, a w dodatku największe kontroluje skarb państwa. Tu trzeba udrożnić system — wskazywał Marcin Piasecki.

Sukces przez porażkę

Michał Szaniawski, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), podchwycił ideę udrażniania i do listy dodał administrację publiczną.

— To powinna być nowa rola administracji jako zamawiającego innowacyjne rozwiązania, będącego motorem ich powstawania. Śmiejemy się czasem np. z technologii kosmicznych, że jest to palenie milionów na rakiety. Tymczasem to bardzo chłonna sfera — można wiele sprzedać i wymyślić w sferze komunikacji satelitarnej — tłumaczył wiceprezes ARP.

Dołożył też obserwację socjologiczną: w Polsce przedsiębiorca, który poległ na start-upie, okrywa się hańbą. Tymczasem w Stanach jest to ktoś z nowym doświadczeniem. — Za oceanem dobrze się rozumie, czym jest droga przez ryzykowne pomysły, i akceptuje się pozytywne aspekty porażki — twierdził Michał Szaniawski. Także Witold Sugalski, dyrektor departamentu rozwoju i projektów strategicznych w PGE, zachęcał do akceptowania ryzyka.

— Ilość znaczy jakość — to jest dobry slogan. W innowacyjnych spółkach trzeba się przekopywać, fedrować, by znaleźć ten jeden rodzynek. To musi być stały element pracy, bo innowacja to nie jest ścisła liczba. To jest wiara i szacowanie ryzyka. Gdy już się określi jego akceptowalny próg, należy inwestować pełną parą, ze świadomością, że większość pomysłów i tak będzie porażką — uważa Witold Sugalski.

Proch już jest

Uczestnicy debaty zgadzali się co do tego, że dla wielu polskich przedsiębiorców innowacja pozostaje głównie podkładką pod dość tanie i efektywne kosztowo finansowanie z UE. Różne były jednak recepty na marchewki dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż porządku w papierach i pieniędzy na koncie.

— W zachętach nie ma co wymyślać prochu. Zatem ulgi podatkowe w CIT, preferencyjne warunki zatrudniania młodych naukowców — proponował Piotr Dytko. Witold Sugalski zwracał zaś uwagę na defensywne nastawienie środowisk naukowych.

— Panuje przekonanie, że pół roku wystarczy, żeby ocenić, czy jakiś koncept działa, czy nie. Tymczasem uczelnie potrafią jednocześnie realizować kilka trzyletnich przedsięwzięć, minimalizując swoje ryzyko. Problem w tym, że potem nikt tych pomysłów nie komercjalizuje, nawet jeśli któryś ma jakieś pozytywne efekty naukowe — uważa dyrektor z PGE.

Według Michała Szaniawskiego, przedsiębiorcy powinni pamiętać, że unijne dotacje się kiedyś skończą. Dlatego rekomendował model pożyczek i kredytów stosowany przez ARP.

— Gdy jest pożyczka, przedsiębiorca myśli, jak ją oddać, jak może na nią zarobić. Nasi innowatorzy muszą się uczyć walczyć o twardy kapitał na rynku — ocenił wiceprezes ARP. Lekcja z doświadczeń Zachodu jest oczywista: święty Graal innowacji najlepiej hartuje się w ogniu wolnego rynku, tylko trochę podsycanym publicznymi (unijnymi, podatkowymi) zachętami.

© Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze



Organizator

Partner debaty
"Polska silna kapitałowo"

Partnerzy debaty
"Polska innowacyjna"

Partnerzy debaty
"Jak inteligentnie przyciągać
inwestorów zagranicznych"

Patronat honorowy





Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu