pb.pl
w schowku Tylko dla zalogowanych czytelników
zaloguj się
lub zarejestruj
dodaj do schowka

Mądry pracownik zamiast taniego

KUP LICENCJĘ
Marcel Zatoński
Pin It email print

Polska przyciąga inwestorów zagranicznych, ale teraz chce, by inwestowali tu tacy, którzy stawiają na innowacje

 

Tagi

Rozwój

Nie jest źle, ale zawsze mogłoby być lepiej. Według raportu EY, Polska jest dla inwestorów zagranicznych najbardziej atrakcyjnym krajem w Europie Środkowej i Wschodniej, a na całym kontynencie plasuje się na szóstej pozycji. Pod względem wartości inwestycji w skali świata nie mamy jednak powodów do entuzjazmu — rok temu znaleźliśmy się w czołowej dwudziestce globalnego rankingu UNCTAD, ale w najnowszym rankingu byliśmy już daleko. Pod względem wartości inwestycji wypadliśmy dwa razy słabiej od 20. w zestawieniu Chile. Czy sytuacja może się odwrócić i czy Polska, m.in. dzięki realizacji „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, może zacząć inteligentnie przyciągać coraz większe i coraz bardziej wartościowe dla kraju i jego mieszkańców inwestycje? O tym rozmawiano podczas kolejnej debaty z cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy”, zorganizowanej przez „Puls Biznesu”.

Dobry start

Radosław Borkowski, dyrektor zarządzający produkującego m.in. systemów automatyki domowej Somfy, które w 2014 r. zainwestowało 120 mln EUR w fabrykę w podkrakowskich Niepołomicach, ocenia atrakcyjność Polski dla inwestorów dobrze, czyli w skali szkolnej na cztery. A może nawet na cztery i pół.

— Główny atut to położenie geograficzne w środku Europy, wraz z infrastrukturą transportową — nasza firma ma centralę we Francji i połączenie z Polską jest bardzo dobre. Kolejny atut to dostęp do zasobów ludzkich. Na pewno trzeba jeszcze popracować nad poprawą przepisów prawa — mówił Radosław Borkowski. Z taką oceną zgadza się Jacek Czerniak, dyrektor departamentu klientów globalnych w Citi Banku Handlowym.

— Zainwestowaliśmy tu dużo pieniędzy, choćby w centrum usług, i jedno jest pewne — warto inwestować w Polsce. Największą wartością są ludzie, infrastruktura się poprawia. To, czego jeszcze oczekują inwestorzy, to stabilizacja i przewidywalność sytuacji. Na pewno też cały czas trzeba pracować nad ich przyciąganiem, bo to nie jest tak, że proces tworzenia dla nich odpowiednich warunków kiedyś się kończy — mówił Jacek Czerniak. Czwórkę z plusem wystawiała Polsce również inna przedstawicielka branży finansowej — Agnieszka Kłos, członek zarządu w Providencie.

— Sytuacja jest coraz lepsza. Polska to duży kraj z dużym rynkiem wewnętrznym, a z naszego punktu widzenia jej bardzo mocną stroną jest atrakcyjna baza ekspertów i specjalistów. To Polacy obsługują dużo funkcji całej grupy, stąd jest szef działu zakupów czy dyrektor do spraw korporacyjnych. Firmy z całej branży finansowej chętnie otwierają tu centra kompetencyjne. To, czego brakuje, to stabilność regulacji — mówiła Agnieszka Kłos. Zgodził się z nią Alfred Kubczak, dyrektor ds. korporacyjnych w wywodzącym się z Portugalii Jeronimo Martins Polska, właścicielu Biedronki.

— Stabilność regulacji jest bardzo ważna i z nią jest problem. Już nawet nie pytam, jak ma wyglądać podatek od obrotów w handlu, ale chciałbym wiedzieć, jaka jest długoterminowa wizja opodatkowania naszego sektora. Ważne jest też ustalenie tożsamości Polski — tego, w czym właściwie chce się specjalizować. Dlatego oceniam tutejszą atrakcyjność inwestorów między cztery a pięć, ale podkreślam, że na taką szkolną ocenę trzeba brać poprawkę, bo w warunkach globalnej konkurencji musimy porównywać się z innymi krajami. Jak nie będziemy się rozwijać, inni nas wyprzedzą — mówił Alfred Kubczak.

Polski optymizm

Lepiej atrakcyjność inwestycyjną Polski oceniają ci, którzy nie mają nad sobą szefów w zagranicznych centralach.

— Ja bym postawił mocną piątkę, bo mamy bardzo silny kapitał ludzki, nie wspominając już o dużym rynku wewnętrznym i położeniu geograficznym. Żeby lepiej pokazać nasze atuty, musimy popracować nad konkretną strategią rozwoju. Tak jak korporacja — spozycjonować się strategicznie, by do inwestorów trafiał jasny przekaz. Dlatego dobrze, że powstał „plan Morawieckiego” — mówił Andrzej Kozłowski, dyrektor wykonawczy do spraw strategii i zarządzania projektami w Orlenie. Bartłomiej Pawlak, pełniący obowiązki prezesa zajmującej się ściąganiem inwestorów Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), podkreślał, że w globalnych i europejskich rankingach wypadamy świetnie.

— Jesteśmy zdecydowanie powyżej średniej. Ważna jest np. ocena niemieckich firm, które zainwestowały w Polsce — aż 95 proc. z nich zrobiłoby to jeszcze raz. Oceniam nas na piątkę, a nad szóstką pracujemy. Nie chodzi chyba jednak o to, czy chcemy wzmacniać pozycję w ogólnych rankingach, ale o to, by przyciągnąć konkretnych inwestorów z branż, które są dla nas interesujące. Temu ma właśnie służyć „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”. Jesteśmy ciekawym, atrakcyjnym rynkiem i widać to na przykład po rozwoju centrów usług, które kiedyś obsługiwały najprostsze czynności, a teraz mają znacznie szerszą skalę — mówił Bartłomiej Pawlak. Tadeusz Kościński, wiceminister rozwoju, ocenił atrakcyjność inwestycyjną Polski krótko i konkretnie.

— Nasz główny atut jest taki, że w Polsce mieszkają Polacy — mówił Tadeusz Kościński.

Czas na innowacje

Ministerstwo Rozwoju pod wodzą wicepremiera Mateusza Morawieckiego przedstawiło plan, który ma zdynamizować polską gospodarkę. Wiceminister Kościński w kontekście inwestorów zagranicznych zwraca uwagę na to, że należy zmienić paradygmat.

— Przez dwie dekady opieraliśmy się na imitacji, teraz trzeba nam innowacji. Stąd choćby te zachęty — podatkowe i inne — które mają ułatwić rozwój start-upów i wspomagać firmy, które mogą wychodzić na rynki zagraniczne. Ważne jest zrównoważenie inwestycji — chcemy zachęcać inwestorów zagranicznych, żeby wchodzili nie tylko do tych regionów, w których już jest ich dużo — do Polski zachodniej, centralnej i południowej — i żeby mocniej współpracowali z lokalnym środowiskiem, choćby ze szkołami zawodowymi i uniwersytetami — mówił Tadeusz Kościński. Bartłomiej Pawlak wskazywał na to, że przejście inwestycji z imitacyjnych na innowacyjne już się toczy.

— Odwiedzałem niedawno centrum usług GlaxoSmithKline, gdzie dekadę temu 30 osób wykonywało proste czynności. Teraz jest ich 200 i dbają m.in. o bezpieczeństwo całej globalnej firmy. Nasze kadry są coraz bardziej doświadczone, pracują dużo i ciężko, co przyciąga inwestorów zagranicznych. My ze swojej strony będziemy prowadzić bardziej selektywną politykę poszukiwania inwestorów dysponujących bardziej zaawansowanymi technologiami i sugerować im optymalne do inwestycji miejsca w kraju — mówił Bartłomiej Pawlak.

Kompetentni pracownicy sprawiają, że przy bardziej zaawansowanych inwestycjach Polska potrafi wygrać z tańszymi konkurentami z Rumunii i Turcji, ale według Radosława Borkowskiego wiele pozostało do zrobienia.

— Planujemy na ten rok zatrudnienie 20 inżynierów w centrum badań i rozwoju. Szczerze mówiąc, borykamy się z problemem, bo tych specjalistów po prostu brakuje. Istniejące na politechnikach wydziały automatyki nie spełniają wymogów rynku pracy. Uczelnie powinny z nami ściślej współpracować, słuchać nas i wiedzieć, czego potrzebujemy. Korzyści są oczywiste — we Francji w podobnym centrum zatrudniamy 160 inżynierów, co roku zgłaszających dziesiątki patentów. To jest kierunek, w którym powinna zmierzać Polska — mówił dyrektor zarządzający Somfy. Przyciąganie inwestorów z zaawansowanymi technologiami nie będzie łatwe, ale Jacek Czerniak zwrócił uwagę, że w niektórych sektorach już się to udaje, właśnie dzięki powiązaniom biznesu z edukacją.

— Spójrzmy choćby na branżę lotniczą, w której pracuje ponad 20 tys. osób — to jeden z najlepszych przykładów współpracy biznesu z uczelniami, co wyraźnie widać choćby w Rzeszowie. Świetnie rozwija się w Polsce również produkcja oprogramowania do smartfonów czy elementów samochodów autonomicznych. Są to nowe obszary i mało kto wie, że Polacy są tu bardzo aktywni. Polsce brakuje jednak wyraźnej, konkretnej marki, brandu „Polska”, który jasno kojarzyłby się inwestorom. Trzeba konsolidować działania marketingowe wokół Ministerstwa Rozwoju. To jest jak ze sprzedażą produktów w branży FMCG — mogą być świetne i popularne, ale bez nieustannej promocji ich sprzedaż spadnie — mówił Jacek Czerniak. Andrzej Kozłowski sugerował, że Polska powinna dążyć do tego, by być drugą Kanadą.

— Gdy Orlen decydował się zainwestować tam w złoża, było jasne, że patrząc tylko po kosztach wydobycia i pracy, to jeden z najdroższych możliwych celów. My jednak patrzyliśmy na coś innego — pod względem stabilności, pewności i atrakcyjności inwestycji Kanada była zdecydowanym numerem jeden, bo tam po prostu wszystko działa tak, jak należy, na co pracowano od wielu lat. Życzyłbym sobie, żeby Polska miała taką stabilność podatkową, tak niskie ryzyko regulacyjne i tak sprawne instytucje — żeby po prostu miała tak silną markę, żeby jej wybór był dla inwestora oczywisty — mówił Andrzej Kozłowski.

Koniec imitacji

Przez lata głównym atutem Polski w oczach inwestorów zagranicznych i tym, co przyciągało ich do kraju, była tania siła robocza. To paliwo jest już jednak na wyczerpaniu. — Obecnie skojarzenie Polski z tanimi pracownikami działa na naszą niekorzyść. Polacy są ambitni i oczekują wyższych wynagrodzeń. Dlatego właśnie chcemy zrównoważyć inwestycje w całym kraju, zapoczątkować proces reindustrializacji i zainwestować w nowe technologie z potencjałem eksportowym — mówił Tadeusz Kościński. Droga do tego celu jest jednak daleka.

— Mamy stawiać na innowacyjność, ale gdy patrzę na polski biznes — i choćby na swoją branżę — widzę, że rodzimi producenci, nawet ci z silną pozycją na rynkach europejskich, nadal stawiają na masę, koncentrują się na ilości sprzedanych produktów, a nie na ich jakości. Nawet nie myślą o tym, że mogliby skorzystać na wspieraniu innowacyjnych start-upów, co dostrzegają inwestorzy zagraniczni — mówił Radosław Borkowski. Alfred Kubczak zauważył, że Polska znalazła się w pułapce średniego rozwoju, ale nie sądzi, by nasze największe przewagi konkurencyjne w przyciąganiu zagranicznych inwestorów miały się rychło zmienić.

— W Polsce nadal inwestuje się ze względu na pracowników, może już nie tych najtańszych jak wcześniej, tylko takich, którzy mają większą wiedzę i doświadczenie. Dlatego tych pracowników musi być więcej — absolwenci uczelni muszą płynnie wchodzić na rynek pracy, a do tego jest potrzebne przygotowanie w czasie studiów,a nawet wcześniej — tak by uczniowie wiedzieli, że choćby kształcenie się na chemika daje atrakcyjne perspektywy życiowe. Ważne jest też zrównoważenie mapy inwestycyjnej, bo często inwestorzy pojawiają się w miejscach, gdzie już jest wielu innych, i rynek pracy jest dla nich dużo trudniejszy — mówił Alfred Kubczak. Paneliści nie mieli wątpliwości — niskimi kosztami pracy nie damy już rady zdobywać atrakcyjnych inwestycji.

— Nie przy Rumunii i Bułgarii w Unii. Dlatego tak ważne jest odpowiednie kształcenie, bo niedługo w wielu branżach możemy zmierzyć się z problemem zmiany pokoleniowej — starsi specjaliści odejdą na emeryturę, a młodych nikt nie wykształcił, bo po prostu nie poszli na odpowiednie kierunki. To jest problem, który mamy na przykład w naszych czeskich rafineriach — mówił Andrzej Kozłowski. Na to, że w tworzeniu sprzyjającego środowiska dla inwestorów zagranicznych oprócz władz i systemu edukacji wpływ ma rodzima przedsiębiorczość, uwagę zwracał Bartłomiej Pawlak.

— Sukces dużych inwestycji zależy w dużej mierze od tego, jak sprawni są podwykonawcy. Dlatego musimy wspierać lokalne firmy tak samo jak duże spółki skarbu państwa i zagranicznych inwestorów — tak by były atrakcyjnym partnerem i były gotowe do tego, żeby się rozwijać — mówił szef PAIIZ. Przedstawiciel Biedronki apelował, by marzenie o innowacyjnych inwestorach nie przerodziło się w stygmatyzację innych, którzy są w Polsce od lat.

— Uważam ten podział za zły, za tworzenie wrażenia, że Polska nie chce nikogo bez etykietki „innowacyjny”. Nie można upraszczać roli inwestorów i prowadzonego przez nich biznesu. Dużo mówiło się tu o centrach usług, które przeszły na bardziej zaawansowany poziom. Mogę dodać, że dzięki Biedronce wielu polskich producentów dosłownie z poziomu garażowego przeszło do pozycji silnych eksporterów, dostarczających swoje produkty do kilkunastu krajów — mówił Alfred Kubczak.

To już VII edycja programu „Czas na patriotyzm gospodarczy”, podzielona na cztery debaty z udziałem czołowych polityków, menedżerów i przedsiębiorców spod flagi biało-czerwonej. Tuzy polskiej sceny biznesowej oraz publicznej dyskutowały o tym, jak inteligentnie przyciągnąć inwestorów zagranicznych i wykorzystać ich do rozwoju polskiej gospodarki.

© Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze



Organizator

Partner debaty
"Polska silna kapitałowo"

Partnerzy debaty
"Polska innowacyjna"

Partnerzy debaty
"Jak inteligentnie przyciągać
inwestorów zagranicznych"

Patronat honorowy





Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu